Archiwum Polityki

Prawda o dziecku za 2 tys. zł

Prokuratura w Mogilnie aresztowała dwie osoby podejrzane o sprzedaż dziecka za 2 tys. zł. Tabloidy natychmiast wydały wyrok: matka potwór. Za nimi poszły telewizje: zdziwieni sąsiedzi kiwali głowami, że przecież o pozostałą piątkę tak dbała.

Tymczasem z ostatnich ustaleń prokuratury wynika, że w tej sprawie nikt niczego nie kupił. Krzysztof W., czyli niedoszły ojciec adopcyjny, dał pieniądze na konkretne potrzeby konkretnych dzieci Ewy H., czyli matki. Na logopedę, buty na zimę oraz okulistę. Jak zresztą nieraz wcześniej dawał. Są spowinowaceni.

Gdy Ewa H. po raz kolejny zaszła w ciążę, Krzysztof W. zaproponował, że szóste dziecko zabiorą z żoną do siebie – i tak myśleli o adopcji. I gdyby którekolwiek z nich znało polskie prawo, wiedzieliby, że mogą to załatwić legalnie. Kobieta, która nie może sama wychować dziecka, w myśl kodeksu rodzinnego może oddać je do adopcji wybranej przez siebie osobie, nazywa się to adopcją ze wskazaniem. A jeśli ten ktoś jest powinowaty z dzieckiem, taka adopcja ma priorytet przed innymi. Co więcej, nie ma wówczas znaczenia, gdzie mieszka przysposabiający, i czy w Polsce. Nowi rodzice mogą zabrać dziecko tuż po urodzeniu. Sprawy proceduralne załatwia się później. I tylko jeśli matka się rozmyśli – na co ma 6 tygodni – wówczas muszą dziecko zwrócić.

Ewa H., jej partner oraz Krzysztof W. wymyślili jednak coś innego: wpiszą Krzysztofa W. do metryki urodzenia w miejsce ojca i w ten sposób unikną problemów z adopcją. Ale nim dziecko się urodziło, faktyczny biologiczny ojciec dziecka trafił do więzienia za znęcanie się nad Ewą H. W zemście zawiadomił prokuraturę, kto podał się za ojca dziecka, choć faktycznie nim nie jest. Oraz że dziecko zostało sprzedane. Wkroczyła prokuratura. Czasowo zatrzymała podejrzanych, a sąd zarekwirował im dziecko, które na rozwój wypadków czeka teraz w szpitalu.

Polityka 39.2008 (2673) z dnia 27.09.2008; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 8
Reklama