Archiwum Polityki

Czarna dziura

Bukareszt odetchnął. Nie spełniła się wizja najazdu górników na stolicę. Kiedy pokonali już piątą policyjną zaporę na drodze do miasta, rozbili wielotysięczne siły porządkowe i wydawało się, że tylko armia i ostra amunicja może ich powstrzymać, rząd ugiął się, zgodził na rozmowy i kupił czas. Bo odwołanie zamknięcia dwóch kopalń i 35-procentowe podwyżki górniczych zarobków nie rozwiązują żadnego z problemów.

Wyruszyli w poniedziałek 18 stycznia z położonego w bogatej w węgiel dolinie Jiu miasta Petrosani. Strajkowali już dwa tygodnie protestując przeciwko zamknięciu czterech z trzynastu miejscowych kopalń i żądając podwyżek, ale bez rezultatu. Rząd nie chciał z nimi rozmawiać. Oficjalnie deklarował taką wolę, ale jak podkreśla jeden z bukareszteńskich obserwatorów był to dialog głuchych. Ministrowie tłumaczyli, że kopalnie są nierentowne, dobijają i tak pogrążoną w głębokim kryzysie gospodarkę.

Polityka 5.1999 (2178) z dnia 30.01.1999; Wydarzenia; s. 15
Reklama