Archiwum Polityki

Jajem i sprayem

Oblanie cuchnącą cieczą płaszcza posła AWS - Michała Kamińskiego, udającego się do Londynu na przyjacielskie spotkanie z generałem Pinochetem, wzbudziło nadzwyczaj wiele kontrowersji. Incydent na warszawskim lotnisku to jednak nie tylko problem zupełnie podobno zniszczonego przez ideowych przeciwników okrycia parlamentarzysty ZChN. Znowu bowiem, przy tej okazji, bardzo aktualne stało się pytanie, gdzie leży granica pomiędzy politycznym happeningiem a brutalnym chamstwem. Co jest jeszcze honorowe, a co już jedynie niesmaczne i żenujące?

Bartłomiej Morzycki, lider młodzieżówki Unii Pracy, który uczestniczył w zajściu na Okęciu, przyznaje, że nie jest z potraktowania Kamińskiego specjalnie dumny: - Ale zdarzają się takie momenty, że po prostu nie można nie zareagować, to było ponad nasze siły puścić płazem pomysł duchowego wsparcia Pinocheta - mówi Morzycki. - Gdybyśmy tylko wydali oświadczenie, to zainteresowałoby się tym najwyżej dwóch dziennikarzy, a na lotnisku było pięć ekip telewizyjnych. Nie zamierzam jednak kontynuować takich akcji.

Polityka 5.1999 (2178) z dnia 30.01.1999; Społeczeństwo; s. 80
Reklama