Archiwum Polityki

Dowolność słowa

Jestem zwolennikiem pełnej wolności słowa. Jest ona sama w sobie wartością tak wielką, że warto za nią zapłacić i tym, iż korzystają z niej również ludzie wygadujący i wypisujący, co ślina na język przyniesie (przynosi zaś najczęściej siebie sama, czyli plwociny). Żeby ta ślina nie była zbyt obfita, a może nawet zasychała zaraz po opuszczeniu gruczołów, istnieją odpowiednie regulacje prawne. Zniesławieni mogą zawsze (i moim zdaniem powinni) wstępować na drogę powództwa cywilnego i domagać się od oszczerców (nie ma na nich lepszego sposobu nad bicie po kieszeni) nie tylko sprostowań, ale i wysokich odszkodowań.

Polityka 8.1999 (2181) z dnia 20.02.1999; Stomma; s. 98