Archiwum Polityki

Posłowie na językach

Co pilniejsi posłowie wrócili do szkolnych ławek. Uczą się angielskiego. Jedni chcą go tylko doszlifować, inni zaczynają od „I am”. Nie wszyscy zdają do następnej klasy. Od wytrwałości kursantów zależeć będzie, czy nie spotka nas w Parlamencie Europejskim kompletna kompromitacja. Edukacja idzie powoli.

Poseł Platformy Obywatelskiej Jan Rzymełka uczy się języków od lat. Dobrze zna angielski, niemiecki i rosyjski. Mimo to w ubiegłym roku, gdy stało się niemal pewne, że wejście do Unii jest kwestią krótkiego czasu, pomyślał, że najwyższa pora, by porządnie przyswoić polityczny i prawny język Wspólnoty. Skrzyknął zainteresowanych kolegów i, korzystając z pomocy Kancelarii Sejmu, zorganizował kurs angielskiego dla posłów.

Reżim wstawania na zajęcia o siódmej rano, dwa razy w każdym sejmowym tygodniu, narzuciło sobie 61 osób. Nie wszystkie, jak się okazało, zamierzały jedynie podszlifować terminologię parlamentarną. Mniej więcej połowa kursantów chciała się edukować od podstaw, a tajniki angielszczyzny w najbardziej zaawansowanej grupie – „integracji z UE” – zaczęła zgłębiać jedenastka najlepszych.

Lektorki młode i ładne

Z czasem twarde parlamentarne obowiązki, a niekiedy także przykra konieczność rewizji wyobrażeń o własnych zdolnościach językowych, doprowadziły do przerzedzenia grup. Na testy zaliczeniowe nie stawiły się 23 osoby. Szefowa Centrum Nauczania Języków Obcych przy Polskiej Fundacji Upowszechniania Nauki, która organizowała zajęcia dla posłów, Krystyna Wrońska-Sawin nie sprawdzała przynależności partyjnej uczniów. Nie wie, które ugrupowanie okazało się najbardziej skore do nauki języków i najsumienniejsze. – Wszyscy byli nastawieni bardziej entuzjastycznie niż większość uczniów dokształcających się w swoich miejscach pracy. Może dlatego, że posłowie sami za siebie płacą? Zapewnia też, że bardzo starała się sprostać oczekiwaniom parlamentarnych klientów. – Chciałam, żeby lektorki, zwłaszcza w niższych grupach, były młode, ładne i sympatyczne – śmieje się i dodaje, że posłowie chyba dali się kupić, bo przy końcowej ocenie zajęć bardzo prosili, żeby nie zabierać im „ich pań”.

Polityka 40.2003 (2421) z dnia 04.10.2003; Kraj; s. 36
Reklama