Archiwum Polityki

Urny wśród ruin

5 października odbędą się w Czeczenii wybory prezydenckie. Chociaż na urząd prezydenta (w ramach Federacji Rosyjskiej) startuje kilku kandydatów, to rosyjscy i czeczeńscy obrońcy praw człowieka twierdzą, że wybory są tylko farsą, ponieważ i tak wygra je namaszczony przez Kreml Ahmad Kadyrow, szef lojalnej wobec Rosji administracji w Groznym. Według danych moskiewskiej Grupy Helsińskiej, prawa wyborcze ma około 200 tys. Czeczenów, ale oprócz nich do urn będą mogli również pójść stacjonujący w republice żołnierze i milicjanci. Nieoficjalnie mówi się, że jest ich około 130 tys. Więc wystarczy ich poparcie i głosy prorosyjskich Czeczenów, by wygrał Kadyrow. Czy rzeczywiście wybory to tylko fikcja?Prezentujemy dwa spojrzenia: rozmowę z Asłanem Maschadowem, w 1997 r. wybranym na prezydenta Czeczenii, oraz prorosyjskim politykiem czeczeńskim Achmarem Zawgajewem.

Krystyna Kurczab-Redlich: Czy wybory prezydenckie w Czeczenii zmienią stosunek narodu do pana? Zagnany w góry i odcięty od republiki odczuwa pan ze strony rodaków poparcie dla ruchu oporu czy raczej sprzeciw?

Asłan Maschadow: To nie są wolne wybory. To jest farsa i kolejna próba robienia dobrej miny do złej gry. Nic nowego w stosunkach rosyjsko-czeczeńskich. W grudniu 1995 r., kiedy przeprowadzano wybory Doku Zawgajewa na szefa republiki, podobnie zastraszano ludność.

Polityka 40.2003 (2421) z dnia 04.10.2003; Świat; s. 46
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >