Archiwum Polityki

Pod prasą

Dawno temu Thomas Jefferson sam sobie odpowiedział na pytanie: – Co lepsze – rząd bez dziennikarzy czy dziennikarze bez rządu? Jefferson wybrał drugi wariant. Nie przekonało to kolegów polityka: wygodniej sprawuje się władzę, gdy wszędzie nie wściubiają nosa pismacy, polujący na newsy. A co to takiego news? Jego istotę oddaje okrzyk: – O, kurde! To niemożliwe! I zaraz potem okazuje się, że owszem, jest możliwe, chociaż na pozór nieprawdopodobne. „Media i politycy stanowią idealny team. Polityk wie, że to, o czym nie wspomniały media, nie wydarzyło się. Media wiedzą, że to, o czym wspomniał polityk, nie jest tym, co się naprawdę wydarzyło” – powiada Emery Kelen. Dodając przytomnie: „Polityk nie odpowiada za nic”.

Może kiedyś tak było. Dzisiaj politycy odpowiadają za wszystko, zmuszeni do odpowiadania na zaczepki reprezentantów IV Władzy, poczynających sobie coraz bezczelniej. W jednym z dzienników opisano sejmowy bufecik. Wczesny ranek, za chwilę sesja, posłowie piją piwko, zamawiają wino albo i coś mocniejszego. Tropiciele zadbali o fotoserwis i komentarz, że oto wybrańcy narodu wchodzą na orbitę – w godzinach pracy! Szastający się po bufecie pismak-donosiciel nie pomyślał, że posła czy posłankę okropnie suszy. Zaschło im w gardle: całą noc spędzili na dyskusjach i szlifowaniu argumentów. Teraz udręczeni parlamentarzyści piją soczek, mineralną, herbatę. Rozglądając się, czy nie są obserwowani i podglądani.

Dziennikarze dzisiejsi tacy już są – nikogo nie uszanują, dobierając się do aksamitnej skóry czy pozłotki na pomniku. Ostatnio rósł w oczach, jak przystało na dżentelmena w co drugim calu, Jan Władysław Maria Rokita. Tu i ówdzie zaczęto przebąkiwać, że to idealny kandydat na premiera, niechby nawet na prezydenta.

Polityka 40.2003 (2421) z dnia 04.10.2003; Groński; s. 93
Reklama