Były dyrektor CIA nazwał pański thriller „Bank Strachu” „znakomitą powieścią o współczesnej walce wywiadów”, ale ja czytałem ją raczej jako opis dramatycznej sytuacji Iraku. Dawno nie napotkałem takiego opisu mechanizmu dyktatury opartej na okrucieństwie, torturach i zastraszaniu. Jak pański bestseller ma się do rzeczywistości? Taka jest dziś władza w Iraku?
Tak. Wielokrotnie też podkreślałem jako dziennikarz, że uzasadnienie dla interwencji w Iraku – z powołaniem się tylko na prawa człowieka – byłoby doprawdy przygniatające. W moim przekonaniu ten reżim rządzi poprzez tortury, fizyczne zastraszanie ludzi. Kreśląc historię współczesnego Iraku wiele czerpałem z prac irackiego pisarza Kanana Makiya. Opisy warunków życia w irackim więzieniu oparłem w większości na ostatniej z jego książek, „Cruelty and Silence” (Okrucieństwo i milczenie). W mojej książce są istotnie przerażające sceny, jak wyrzucanie dzieci z helikopterów, by zastraszyć rodziców, gwałcenie, obcinanie rąk, ale nic z tego nie jest zmyślone. Każdy pojedynczy przypadek wziąłem z rzetelnych badań grup śledzących przestrzeganie praw człowieka, czytałem wiele książek i rozmawiałem z wieloma Irakijczykami. Chciałbym móc powiedzieć, że to tylko powieść; niestety taka też jest prawda. I nawet wrażliwi ludzie na świecie nie zaczęli jeszcze pojmować okrucieństwa tego reżimu.
Wydaje mi się, że część specjalistów doradzających prezydentowi Bushowi w sprawie Iraku liczy na to, że wojna będzie krótka, gdyż bardzo szybko w szeregach irackich dojdzie do zdrady, że pułkownicy, którzy muszą sobie zdawać sprawę z nieuchronności klęski, będą woleli przejść na stronę wroga.
Istotnie, Amerykanie na to liczą.