Archiwum Polityki

W drodze do Masuda

Trzy miesiące temu w Hodża Bahauddin, gdzieś na końcu świata, ściskałem na pożegnanie dłoń przywódcy afgańskiej opozycji Masuda. Nie przypuszczałem wówczas, że wydarzenia tak szybko się potoczą. Masud już nie żyje – zginął w tajemniczym zamachu, o talibach i ibn Ladenie mówią wszyscy, zaś wielu wojskowych, nie tylko w Ameryce, pilnie studiuje mapy sztabowe Afganistanu. Jeśli sporządzono takie mapy.

Późnolipcowy wieczór w Duszanbe. Wokół fontanny na skwerze przed budynkiem MSZ rodziny z dziećmi będą jeszcze spacerować do późnych godzin nocnych. Świadczy to o względnym spokoju, jaki zapanował w stolicy Tadżykistanu po latach wojny domowej. Tylko przed południem słychać było strzały dochodzące ze wschodnich przedmieść. To pozostałość wojny: oddziały Rachmona Sangina, pseudonim „Hitler”, znów zbliżyły się do miasta.

Przyjechałem prosto z Batkenu w kirgistańskiej części Doliny Fergany, gdzie co roku bojownicy islamscy powiązani z Dżumą Namanganim i Osamą ibn Ladenem podejmują walkę zbrojną, by ustanowić emirat.

Polityka 41.2001 (2319) z dnia 13.10.2001; Na własne oczy; s. 100