Archiwum Polityki

Potęga zapachu

Pewnego poranka, wychodząc z domu, przystajemy nagle oszołomieni. Pociągamy nosem raz, drugi... Nie ma wątpliwości. Powietrze zmieniło zapach. Nie jest to już mroźny, szczypiący w nos zimowy powiew, ale łagodny zefirek. Biada jednak temu, kto ulegając delikatności tej woni mocno się nią zaciągnie. „Takiej wiosny rzetelnej, jaką w swym powiecie/widział Jędrek Wysmółek – nikt nie widział w świecie!/Poprzez okno karczemne łeb w bezmiar wyraził/I o mało się w durną mgłę nie przeobraził!” – pisał Bolesław Leśmian. Wiosenny zapach nie tylko uderza do głowy, ale nie daje się skupić, rozprasza, podsyca niepokój, wywołuje marzenia.

Kto raz poczuł wiosnę, nigdy już tej niezwykłej woni nie zapomni. Fenomenalna właściwość naszego powonienia polega nie tylko na zapamiętywaniu wszelkich zapachów, ale także na wywoływaniu wspomnień. – Kiedy czuję specyficzny swąd spalenizny – mówi Maria Tarłowska, uczestniczka Powstania Warszawskiego – od razu znajduję się w 1944 r., bez względu na to, czy jestem w Polsce, Turcji czy we Francji. Znany malarz Franciszek Starowieyski wyznaje, że tylko raz w życiu odnalazł zapach, jaki zapamiętał ze swojego przedwojennego domu.

Polityka 15.2001 (2293) z dnia 14.04.2001; Na własne oczy; s. 116
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >