Archiwum Polityki

Nie, bo nie

Leszek Miller o parlamentarnej opozycji stale mówi: histeryczna, lecz kwintesencją stylu premiera było niewątpliwie sejmowe wystąpienie w obronie ministra skarbu Wiesława Kaczmarka, kiedy to Rokitę nazwał „utalentowanym facecjonistą ze skłonnościami do histerycznych uniesień i przeróżnych krętactw”. Opozycja często sięga do podobnego słownika.

Merytoryczna zawartość tej wypowiedzi jest oczywiście żadna, sponiewierać politycznego przeciwnika to sztuka niewielka, ale też wniosek o odwołanie ministra był dość zdumiewający. Gdyby odwoływać za to, że nie prywatyzuje, że nie wiadomo, jaką politykę prowadzi, to można byłoby wniosek o wotum nieufności zrozumieć. Odwoływanie za zmianę zarządu jednej, nawet ważnej, spółki Skarbu Państwa było gestem raczej rozpaczliwym, świadczącym o politycznej niemocy.

Leszek Miller miał sporo racji mówiąc, że złożono go w tym celu, aby na chwilę zaistnieć na telewizyjnym ekranie – więcej, żeby w ogóle zaistnieć.

Polityka 5.2002 (2335) z dnia 02.02.2002; Kraj; s. 24