Archiwum Polityki

Wieści z zoo

W ogrodzie zoologicznym odbywają się wybory. Swoje listy zgłosiły pancerniki, pademelony, skunksy, szopy, wyjce, pandy, świszcze i konie Przewalskiego. Pancerniki (Priodontes giganteus) nadciągnęły dużym stadem dumnie zgrzytając tarczkami. Efekt byłby niemały, gdyby mające głosować zwierzęta nie wiedziały, że pancerniki rodzą się wprawdzie z setką zębów, ale w miarę dojrzewania i nabierania rozumu zęby te tracą, stając się potulnymi i skłonnymi do dialogu. Nie wiedziały o tym skunksy (Mephitis mephitis) i natychmiast zaatakowały przybyszów swoją cuchnącą wydzieliną. Jest to broń nader skuteczna, gdyż trafiony osobnik na chwilę traci orientację, a potem, nieraz do końca życia, nie może się domyć. Atak skunksów nieludzką wrzawą wsparły wyjce (Alouatta seniculus).

Nie oznacza to, by skunksy i wyjce lubiły się nawzajem. Łączy je to, iż oprócz pancerników wspólnie nie znoszą pademelonów (Thylogale stigmatica), którym zarzucają, że mają czerwone nogi, a także, iż – jak pisze Philip Whitfield – „mają duże zdolności przystosowawcze, dzięki którym dobrze się czują w najróżniejszych środowiskach”. Należący do rodziny kangurowatych pademelon z łatwością wskakuje na wszelkiego rodzaju obiekty. Ale i z pademelonami znajdują skunksy i wyjce wspólny język, gdy chodzi o pandy (Ailuropoda melanoleuca), czemu trudno się dziwić, gdyż – oddajmy jeszcze raz głos angielskiemu zoologowi – „jednym z ulubionych na świecie ssaków, często goszczącym w prasie i telewizji, jest panda”, co nie znajduje usprawiedliwienia w jej niewielkiej liczebności. Pandy wydają z siebie głos przypominający skomlenie, a z rzadka tylko poszczekiwanie.

Polityka 38.2001 (2316) z dnia 22.09.2001; Stomma; s. 105
Reklama