Archiwum Polityki

Feudalizm z Internetem

Tylko niespełna 6 tys. osób rocznie może zobaczyć Bhutan – malownicze królestwo w Himalajach, wciśnięte między Chiny i Indie. Co więcej, turysta musi zapłacić 250 dolarów dziennie, także by pokryć koszta ekipy sprzątaczy, która zbiera za nim każdy śmieć.

Nie możemy dopuścić, by turyści zadeptali nasz mały Bhutan – powtarza na każdym kroku lokalna administracja. Cudzoziemiec musi najpierw skontaktować się z bhutańskim biurem podróży i ustalić harmonogram pobytu: co chce zwiedzać, jak długo, gdzie mieszkać, co jadać. Dopiero wtedy, gdy organizator potwierdzi wykupienie pakietu świadczeń – trasy wycieczkowej, noclegów, transportu (tylko z miejscowym kierowcą i przewodnikiem) – nadchodzi wiadomość o promesie wizowej. Dzienna taryfa pobytowa wynosi wspomniane 250 dolarów od osoby w sezonie (wiosna i jesień) lub co najmniej 180 dolarów poza sezonem (śnieżna zima lub monsunowe lato).

To indyjskim saperom Bhutan zawdzięcza utwardzoną drogę z przygranicznego Phuentsholing do stolicy – Thimphu. Wcześniej te 170 km przemierzało się górskimi traktami niekiedy nawet tydzień. Dziś pokonanie tej trasy zajmuje mniej więcej 7 godzin, w zależności od kaprysów aury.

Wojska Bhutan ma niewiele – raptem kilka tysięcy. Stacjonują natomiast w królestwie co najmniej trzy dywizje wojsk indyjskich – na mocy układu, który daje Indiom prawo do reprezentowania interesów Bhutanu na świecie (stąd tak niewiele bhutańskich ambasad), tudzież zapewnia obronę. Te postanowienia z 1947 r. nabrały innego wymiaru po wkroczeniu wojsk chińskich do Tybetu w 1951 r. i emigracji dalajlamy w 1959 r., po stłumieniu antychińskiego powstania. A tym bardziej w 1962 r., gdy doszło do krótkiej wojny granicznej między Indiami a Chinami. Bhutan w odróżnieniu od Nepalu nie ma u siebie tak bitnych plemion jak Ghurkowie, których obawiają się nawet armie teoretycznie silniejsze i lepiej wyposażone.

Wciśnięty między Chiny a Indie musiał wybierać między tymi dwoma kolosami. Bieg wydarzeń to ułatwił: po 1959 r. przyjęto rzesze uchodźców z Tybetu, a granicę z Chinami zamknięto.

Polityka 35.2001 (2313) z dnia 01.09.2001; Świat; s. 41
Reklama