Archiwum Polityki

Może nie wystarczyć

Jest piątek. Właśnie trwa spotkanie premiera Tuska i jego rządu z dziennikarzami, którzy nie wiedzą, a bardzo chcą się dowiedzieć, co takiego ważnego się stało, że nic się nie dzieje. Spotkanie jest transmitowane przez różne telewizje, ale ja go nie oglądam z trzech powodów. Pierwszy powód jest taki, że fizycznie mnie męczy, doprowadza do mdłości i senności gadanie, posiedzenia, zebrania zarządów. Muszę przyznać, że powyższe zdanie przepisałem z jakiegoś wywiadu Donalda Tuska. Teraz drugi powód. Tusk powiedział (znów muszę przyznać: początku słuchałem), że żadnych rewolucyjnych zmian nie zapowiadał, i jest tak, jak zapowiadał, czyli spokojnie.

Chodzi o to, żeby ludzie coraz więcej zarabiali i żeby im się żyło lepiej – powiedział. Trzydzieści pięć lat temu mówił do mnie to samo I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, który ćwierć wieku mieszkał we Francji, więc w jakimś sensie był z Zachodu. Dudek Dziewoński powiedział mi wtedy: – Stasiek! Facet, który wie, w jakim kieliszku pije się czerwone wino, to jest zupełnie inna historia. I rzeczywiście. Historia była zupełnie inna. Zaczęło się od wprowadzenia kartek na cukier, a potem już poleciało.

Jest jeszcze trzeci powód, dla którego nie oglądałem spotkania rząd–dziennikarze. Ja już niczego nie muszę słuchać ani czytać. I mnie, i nas wszystkich spotkał przecież zaszczyt, że jesteśmy chyba pierwszymi w historii Polakami, którzy żyją w przyjaznym państwie. Takie to proste, a jednak nikt na to wcześniej nie wpadł. Za komuny, która ogłaszała się ustrojem rajskim, tętniącym wolnością praw obywatelskich, nikomu z rządzących sekretarzy nie przyszło do głowy ogłaszać, że państwo jest przyjazne. Marksistowsko-leninowska teoria dziejów uznawała bowiem każde państwo za aparat przemocy.

Polityka 22.2008 (2656) z dnia 31.05.2008; Tym; s. 106
Reklama