Archiwum Polityki

„Którędy wyszedł dr Jekyll?”

Z przyjemnością przeczytałem tekst Zygmunta  Kałużyńskiego o Nabokovie (POLITYKA 27). Jako anglista nie mogę jednak nie zaprotestować przeciw passusowi w towarzyszącej „ikonce” na temat najważniejszych utworów literackich XX wieku (ankieta BBC). Czytam: „Eliot: »Kraj spustoszony« (błędnie przełożony przez Miłosza jako »Ziemia jałowa«)”. Otóż Waste Land (tytuł poematu) znaczyć może i jedno, i drugie. Z tym, że „Ziemia jałowa” jest pojęciem szerszym i w tym wypadku (także pod względem brzmieniowym) nieporównanie lepszym.

Tytuły – często bogate w znaczenia, zwłaszcza literackich arcydzieł – to sprawa bardzo delikatna. W sąsiedztwie artykułu, którego sednem jest właśnie niuansowość i wieloznaczność wybitnych utworów, takie „poprawianie” jest dosyć zabawne. I trzeba też brać pod uwagę zadomowienie się w kulturowym kontekście języka przekładu, nawet jeśli tytuł jest do końca nieprecyzyjny. Tak więc wojak Szwejk nie mógł przemienić się w żołnierza, a czas stracony... Chociaż, chociaż „W poszukiwaniu utraconego czasu” – tytuł powstającego właśnie (?) nowego przekładu (Krystyny Rodowskiej) – chyba nie tylko jest lepszy znaczeniowo, ale i brzmi lepiej.

Bo to niuanse tworzą muzykę, jak mawiają Francuzi. I każdy przypadek jest inny.

Krzysztof Zabłocki

 

Od autora:

Szanowny Panie. Nie mogę się z Panem zgodzić. W tłumaczeniu literackim ważna jest nie szeroka wieloznaczność słów, lecz precyzja oraz odtworzenie intencji oryginału. „Ziemia jałowa” jest to zwrot z dziedziny rolnictwa i sugeruje brak uprawy. Tymczasem poemat Eliota mówi o katastrofie cywilizacji, co wyrażają słowa tytułu: „Land” to nie jest „ziemia” (w takim wypadku byłoby tam „soil”), zaś „waste” nie oznacza nieuprawności, lecz zmarnowanie, ruinę, zniszczenie.

Polityka 31.2000 (2256) z dnia 29.07.2000; Listy; s. 75
Reklama