Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Czy łatwo dziś o normalność

Pewnie wielu z państwa zetknęło się z wywieszką, zdobiącą nocne lokale, gdzie podawane są drinki bezalkoholowe: „Bar czynny do ostatniego gościa”... Zdaje się, że zbliżoną treściowo informację winien kolportować pan premier Buzek: „Rząd czynny do ostatniego ministra”. Sytuacja przypomina bowiem anegdotkę o facecie lecącym z dachu. Przelatując koło okna swojego mieszkania zadysponował:
– Jedno nakrycie mniej!

Podobno zaraz po publikacji w „Rzeczpospolitej” do MON-u uporczywie wydzwaniał jakiś maniak:
– Czy jest wam potrzebny wiceminister?
– Nie!
– To po co trzymaliście Szeremietiewa?

Sama zaś rozmowa z wybitnym państwowcem przebiega mniej więcej tak:
– Kupił pan sobie śliczne autko.
– A czy to źle?
– Nabył pan działkę.
– A czy to źle?
– Wybudował na niej domek.
– A czy to źle?
– I zarabiał pan tylko kilka tysięcy na łapkę.
– A czy to dobrze?

To oczywiście żarty. Kolportowane przez zawistników. Należy spodziewać się, że minister okaże się bielszy niż śnieg. Krzywdzące jest zresztą odsunięcie go od armii i koszar, pozbawienie przyjemności paradowania w mundurze. Przecież serce rosło, gdy patrzyło się, jak R.S. nareszcie spełniał marzenia dzieciństwa: trzaskał w obcasy, strzelał do tarczy, wydawał rozkazy, nucił Pierwszą Brygadę, modlił się z kapelanami polowymi, degustował grochówkę. Wtedy wracał myślą do dni popaxowskich; w konfederatce, z Leszkiem M. bawił się żołnierzykami, rozgrywając batalie na miarę Napoleona. Trafił w rządzie do MON-u, bo od dawna było wiadomo: stary z niego wiarus, zawadiaka, co jak nie prześpi się pod płaszczem-pałatką, czuje się zhuśtany nerwowo.

Polityka 29.2001 (2307) z dnia 21.07.2001; Groński; s. 86
Reklama