Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Podróże po Polsce

Niemiecki podróżnik z osiemnastego wieku opisywał Polskę w barwie żółtej. Podług niego wszystko tu było żółtawe: i błotniste drogi, i piaszczyste ugory, i strzechy, i więdnące (chociaż podróżował wczesnym latem) przydrożne drzewa. Najwyraźniej ojczyzna się radykalnie zmieniła. Jadąc po jej szosach mam bowiem dotkliwe poczucie szarości zabarwione tylko surrealizmem zdarzeń.

Po kolei jednak. Granicę przekroczyć mamy w Zgorzelcu. Kolejka samochodów długości około kilometra. Co bardziej krewcy kierowcy szarżują więc poboczem i wpychają się do czołówki oczekujących. W obywatelskim, acz nie ukrywam że i interesownym, porywie wychodzę na nielegalną trasę i zastawiam ją własnym ciałem. W kolejnym pirackim aucie na ten widok język się zmienia. Dwaj panowie w dresach, którzy dotychczas klęli po polsku, zmieniają język na niemiecki: – Zjeżdżaj stąd gówniarzu, nie jesteś z policji, a jak nie zejdziesz, to cię rozjedziemy. Przyznać trzeba, że argument jest dość przekonywający, co w połączeniu z wyglądem buziek facetów, przy których siepacze Heroda dokonujący rzezi niewiniątek to małe piwo, pokonują mój opór. Pseudo-Niemcy, a za nimi następny samochód wciskają się przed nami tuż przed kontrolą celną. Nikt z funkcjonariuszy służb granicznych rzecz jasna nie reaguje. Silni i bezczelni budzą najwyraźniej ich szacunek. Stoimy więc, albo podjeżdżamy po parę metrów. Oszczędniejsi pchają samochody. Słońce grzeje, dzieci bawią się na trawniku, pies sika i kupkuje w niedozwolonych miejscach. Mój przykład nie poszedł jednak zupełnie na marne. Paru kierowców wysuwa swoje wozy z szeregu i skutecznie blokuje pobocze. Dzięki temu docieramy wreszcie do bram raju. Urzędnik bierze podane przez okienko paszporty i nie zaglądając nawet do samochodu oddaje je nam z powrotem wykonując łaskawy gest: jechać.

Polityka 29.2001 (2307) z dnia 21.07.2001; Stomma; s. 90
Reklama