Archiwum Polityki

Job, czyli ostatnia szara komórka

Ponieważ komedia Konrada Niewolskiego rozpoczyna się od wystąpienia krytyka, który zniechęca widzów do oglądania „Joba”, wytykając autorowi filmu nieświeży humor i dialogi, należałoby tylko pochwalić reżysera za odwagę przyznania się do porażki. Niestety, to co później oglądamy na ekranie, wygląda znacznie gorzej niż zapowiadana chała w dowcipnym wystąpieniu krytyka. Rodzi to podejrzenie, że jednak Niewolski nie do końca ma świadomość, jak zły film nakręcił.

Polityka 44.2006 (2578) z dnia 04.11.2006; Kultura; s. 56