Archiwum Polityki

Tron ponad ołtarzem

Adam książę Sapieha jako młody ksiądz przebywał we Francji w początkach XX w., kiedy to „najwierniejszą córę Kościoła” dławiło antyreligijne ustawodawstwo rządu Combesa; gdy toczył ją ciężki kryzys wiary i powołań, a świątynie pustoszały. Zgnębieni francuscy kapłani pytali Sapiehę, co polscy księża robią, że u nich kościoły są pełne. „Dzwonią” – padła słynna odpowiedź późniejszego kardynała.

Dziś samo dzwonienie może nie wystarczyć. A jeśli nawet dobiega znajomy dźwięk i Polacy słyszą, że dzwonią, to czy wiedzą „w którym kościele”? Bowiem Kościół polski znalazł się na rozdrożu. Scalającym go spoiwem były dwie wybitne osobowości. Lat z górą trzydzieści sterował tą nawą prymas Stefan Wyszyński. A potem już życie narodu i Kościoła toczyło się w cieniu, czy może raczej upływało w blasku niezwykłej postaci Jana Pawła II.

Polski papież rozpinał nad polskim Kościołem parasol ochronny, choć nasuwa się też porównanie z czymś w rodzaju klosza.

Polityka 10.2007 (2595) z dnia 10.03.2007; Kraj; s. 28