Archiwum Polityki

Wilgotne oczy dyrektora

Gdy w Wielki Piątek dyrektora Zakładu Telekomunikacji w Pile Stanisława Z. aresztowano, w pilskiej elicie władzy zawrzało, bo przecież trudno było pojąć, że kogoś takiego jak dyrektor Z. można po prostu zamknąć. Elita z dyrektorem Z. grillowała, polowała, grała w tenisa i miała do niego pełne zaufanie, ponieważ na przyjęciach u dyrektora bywali ludzie z pierwszych stron gazet. Aż do Wielkiego Piątku dyrektor wydawał się postacią wielką jak, nie przymierzając, hotel Rodło w Pile. Ale gdy tego dnia opuszczał budynek prokuratury, był już o wiele mniejszy.

Wilgotne oczy Stanisława Z. obserwują zakratowane okno rozmównicy zakładu karnego we Wronkach. Obserwują je z bezbrzeżnym smutkiem. Nic dziwnego, dyrektor wciąż nie może uwierzyć, że to się stało.

O niczym nie wiedziałem – zapewnia mięciutkim, łamiącym się głosem, o którym nikt z jego podwładnych nie powiedziałby, że może należeć do Stanisława Z.

Dyrektor od lat na całą Piłę słynął z tego, że wie wszystko i zna każdego. Z tego właśnie powodu ludzie mu nieprzychylni doniesienie na niego złożyli nie w Pile, lecz aż w Poznaniu.

Polityka 27.2000 (2252) z dnia 01.07.2000; Społeczeństwo; s. 78