Archiwum Polityki

Desperados czyli z życia młodego naukowca

Uniwersytety równocześnie puchną i więdną. W ciągu ostatnich dziesięciu lat pięciokrotnie wzrosła liczba studentów wyższych uczelni, natomiast prawie nie przybyło im nauczycieli. Akademicka piramida stoi na głowie: więcej w niej profesorów niż młodych pracowników. A przecież to oni mają zbudować przyszłość polskiej nauki, oni mają zasypywać przepaść oddzielającą nas od wykształconej Europy. I to edukacja ma dać Polakom szanse na awans. Tymczasem drogę kariery naukowej wybierają dziś głównie desperaci, którzy w imię swych pasji, czystego umiłowania wiedzy, gotowi są na głodową poniewierkę. Albo na nieustanną pogoń – z zajęć na zajęcia, od chałtury do chałtury. I gonitwę myśli: czy nie rzucić tego wszystkiego, nie poszukać normalnie płatnego zajęcia, czy nie wyjechać za granicę? Strach pomyśleć, co nas czeka, kiedy ci ostatni ambitni i utalentowani uciekną z wyższych uczelni. Poniżej opisujemy ich losy i rzucamy hasło naszej nowej akcji: „Zostańcie z nami” (szczegóły w dalszej części Raportu i w Internecie). Będziemy fundować stypendia (25 tys. zł) dla młodych naukowców i zachęcać do tego innych. Coś trzeba zrobić, choćby tyle.

Dr Tadeusz Kosztołowicz, lat 41, fizyk, Akademia Świętokrzyska w Kielcach. Ma takich znajomych: kiedyś pracownicy naukowi na uczelni – a teraz komórka, piękny samochód i licytują się we własnym gronie, kto ile razy był w Stanach. Wystarczyło, że zakrzątnęli się z dala od uniwersytetów. Kiedy Tadeusz kończył pracę doktorską „Zastosowanie funkcji Greene’a do opisów transportu w układzie membranowym”, dostał propozycję z banku. Już na starcie miało być trzy razy więcej pieniędzy niż dotychczas, a potem kolejny awans.

Polityka 10.2001 (2288) z dnia 10.03.2001; Raport; s. 3