Archiwum Polityki

Sercem z Francuzem, rozumem z Niemcem

Niedawno Gerhard Schröder zaproponował przetworzenie Komisji Europejskiej we wspólny rząd Unii, wzmocnienie kompetencji Parlamentu Europejskiego i bezpośrednie wybory prezydenta Europy, słowem formułę państwa federalnego. Z kolei premier Francji Lionel Jospin – odpowiadając niejako Schröderowi – mówił dużo o solidarności Europejczyków, ekonomicznej i socjalnej, ale też bardzo akcentował odrębności i zamiast przekształcenia papierowego parlamentu w Strasburgu w solidne ciało ustawodawcze, chce jedynie „większego związania parlamentów narodowych z Europą”. A więc w gruncie rzeczy Francuz broni tego, co jest, przed tym, co być może. Ten spór o ostateczny kształt Europy już od dłuższego czasu blokuje integrację Europy. Zgrzyty zaczęły się od zjednoczenia Niemiec i kontrowersji między Francją i Niemcami w sprawie rozszerzenia UE na wschód. Polska w tej debacie wypowiada się rzadko i ostrożnie, zgodnie z zasadą, by nie przestawiać prymulek na parapetach, nim nie wejdzie się do salonu. W sprawie Europy serca nad Wisłą biją raczej po stronie Francuzów, choć na zdrowy rozum bliżsi nam są Niemcy, co było widać nie tylko w Nicei. Bowiem „Europa państw narodowych” często bywa przykrywką dla gry egoizmów, w której zwykle silni i bogaci wychodzą lepiej niż słabi i zapóźnieni w rozwoju.

Adam Krzemiński

Polityka 23.2001 (2301) z dnia 09.06.2001; Komentarze; s. 13
Reklama