Archiwum Polityki

Zmienić ten okropny świat

Antyglobaliści wszystkich krajów łączą się i nawet mają swojego Marksa

Niemal przed każdym zjazdem możnych tego świata: przed szczytami ONZ i UE, przed dorocznymi kongresami Światowej Organizacji Handlu (WTO) czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF), przeciwnicy globalizacji skrzykują się i pędzą do Waszyngtonu, Seattle, Genewy, Bangkoku, Pragi, Nicei, a przede wszystkim do Davos, na tę Czarodziejską Górę w Szwajcarii, gdzie co roku obraduje Światowe Forum Gospodarcze. Nie stanowią jednej partii. Nie mają spójnego programu, nie są – która by to już była? – nową Międzynarodówką, ale od lat potrafią organizować „europejskie marsze przeciwko bezrobociu” (www.euromarches.org) i w czasie szczytów G-8 równoczesne demonstracje w niemal stu miastach czterdziestu krajów...

To jakby pospolite ruszenie około 1000 organizacji pozarządowych z całego świata. Są wśród nich ekologowie z Greenpeace i obrońcy praw konsumenta, społecznicy pracujący w Trzecim Świecie i związkowcy z bogatych krajów oburzający się na dumping socjalny przybłędów z zagranicy. Są socjaliści, a także byli (albo wciąż jeszcze wierzący) komuniści i przywódcy najróżniejszych kościołów, lobbyści i nawiedzeni, bezrobotni i profesorowie ekonomii. Dzięki Internetowi są także połączeni globalnymi sieciami, które we Francji nazywają się ECOROPA (www.ecoropa.org) lub ATTAC (www.attac.org), w Niemczech „links-netz”, w Brazylii MST (rolnicy bezrolni), a tak ogólnie to „People’s Global Action” (akcja globalna ludów www.agp.org). W czasie ich demonstracji widać dużo sztandarów czerwonych, ale są także czarne – anarchosyndykalistów. A na transparentach widnieją hasła: „Wolny handel czy wolność?”, „Świat nie jest towarem”.

Polityka 23.2001 (2301) z dnia 09.06.2001; Społeczeństwo; s. 86
Reklama