Archiwum Polityki

Kto nigdy nie żył...

Odebiucie Andrzeja Seweryna w roli reżysera filmowego wiele dobrego nie da się, niestety, powiedzieć. Wybitny aktor przejął się chyba zbyt mocno ewangeliczną tematyką „Kto nigdy nie żył...” – współczesnego moralitetu nawiązującego do biblijnej przypowieści o Hiobie. Skutek jest taki, że zamiast płynnej, w miarę logicznej fabuły na ekranie króluje patos i kompletny brak poszanowania dla zasad zdrowego rozsądku. Dylematy młodego księdza, który zostaje poddany próbie wiary (pomaga narkomanom, a sam okazuje się nosicielem wirusa HIV i zaczyna wątpić w sens powołania), są przedstawione tak schematycznie, że nie sposób w nie uwierzyć nawet wówczas, gdy próbuje się on targnąć na swoje życie.

Polityka 39.2006 (2573) z dnia 30.09.2006; Kultura; s. 64