Archiwum Polityki

Na czubku słupka

Jeszcze pięćdziesiąt lat temu nikt nie nazywał nadciśnienia chorobą śmiertelną, niewiele wiedziano o jego przyczynach. Dziś, choć znane są skutki i metody terapii, z nadciśnieniem żyje co najmniej siedem milionów Polaków. Połowa z nich nawet nie wie, że powinna się leczyć.

Nieleczone nadciśnienie nie jest naszą narodową specjalnością. 90 proc. Amerykanów regularnie mierzy ciśnienie i zna zakres prawidłowych norm, ale tylko co trzeci pacjent korzysta z właściwej terapii. W Polsce sytuacja jest gorsza, bo tylko co druga osoba z nadciśnieniem w ogóle wie, że powinna się leczyć. Spośród nich połowa się leczy, lecz zaledwie w co drugim przypadku przynosi to skutek. Czy tak musi być, skoro możliwości terapii choroby nadciśnieniowej (jeśli porównać z innymi schorzeniami) nie są wcale złe, a zmiana stylu życia zalecana chorym nie wydaje się nastręczać zbyt wielu trudności? Przyczyna niepowodzeń tkwi w lekceważeniu nadciśnienia. Narasta wolno, bez bólu i innych dolegliwości. Nazywają je „cichym zabójcą”.

Spadek norm

Przychodzimy na świat z ciśnieniem 80/40 mmHg (milimetrów słupa rtęci), a umieramy z co najmniej dwukrotnie wyższym. Powód jest banalny: zużycie materiału. Jeśli serce kurczy się 70 razy w ciągu minuty, pompując do tętnic około pięciu litrów krwi, to po siedemdziesięciu latach ma za sobą trzy miliardy skurczów. Każdy skurcz podwyższa ciśnienie w tętnicach, a każda fala napływającej krwi uderza o ich ściany. Im większe ciśnienie, tym napierająca krew szybciej niszczy nabłonek naczyń. W tych miejscach odkłada się cholesterol, średnica tętnic maleje, krew w zwężonych naczyniach płynie wolniej. Staje się lepka, łatwiej krzepnie. To prowadzi do zakrzepów, które mogą powodować zawały serca lub udary mózgu.

Jednocześnie zużywają się nerki, zmuszone do filtracji większej ilości płynów. Woda ucieka z organizmu, mocz traci gęstość, coraz częściej trzeba wstawać w nocy do toalety. Wizyta u nefrologa kończy się niespodziewanym rozpoznaniem: nadciśnienie!

Polityka 7.2001 (2285) z dnia 17.02.2001; Społeczeństwo; s. 86
Reklama