Archiwum Polityki

Generał Milczek

Wybory w Izraelu stały się niewątpliwie najbardziej udanym balem maskowym tegorocznego karnawału. Generał Ariel Szaron, jastrząb nad jastrzębie w gronie izraelskich polityków, prowadził swoją kampanię wyborczą przebrany za gołąbka pokoju. Ulice pokryły się sloganami: „Tylko Szaron przyniesie pokój”. Jaki pokój, z kim i na jakich warunkach – na ten temat nie powiedział ani słowa.

Jeszcze nie tak dawno Szaron twierdził, że należy zgładzić Arafata, nauczyć Palestyńczyków rozumu, a zamiast oddawać im Gazę i Zachodni Brzeg – po prostu pokazać figę. W trakcie kampanii wyborczej, jak przystało na statecznego męża stanu, ograniczał się do stwierdzenia, że nigdy nie poda Arafatowi ręki. W istocie rzeczy powinien wysłać przewodniczącemu Autonomii Palestyńskiej depeszę dziękczynną. Bo przecież gdyby Arafat zaakceptował mediacyjną ofertę prezydenta Clintona, gdyby wywiesił palestyńską flagę na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie i zaakceptował przyjęcie odszkodowań jako rozwiązanie problemu uchodźców, równocześnie podpisując umowę pokojową z Izraelem, to przypuszczalnie 73-letni emerytowany generał poszedłby także na emeryturę partyjną.

Polityka 6.2001 (2284) z dnia 10.02.2001; Świat; s. 36