Archiwum Polityki

Miejsce przy stole

To opowieść o polityce realnej, prowadzonej w gronie najsilniejszych, gdzie nikt nie ma skrupułów, bo chodzi o wielkie pieniądze. O kilku ludziach, dzięki którym pół miliona żyjących jeszcze w Polsce niewolników Trzeciej Rzeszy otrzyma pieniądze za swoją pracę: łącznie prawie dwa miliardy marek. To więcej niż wszystkie państwa naszej części Europy dostały łącznie po wojnie od państwa niemieckiego.

Tak naprawdę sprawa odszkodowań dla Polaków zaczęła się w Hollywood. Był sierpień 1998 r. Radca ambasady RP w Waszyngtonie Mariusz Handzlik towarzyszył prof. Janowi Karskiemu podczas uroczystości w Centrum Szymona Wiesenthala. Jeszcze w samolocie przysiadł się do niego Marty Mendelsohn, znajomy adwokat z największej waszyngtońskiej firmy lobbingowej, przedstawiając kolegę, również prawnika – Michaela Hausfelda. Obydwaj pracowali nad sprawą kont ofiar holocaustu ukrytych w bankach szwajcarskich, jednak tym razem chodziło o coś jeszcze większego: odszkodowania za pracę przymusową w Trzeciej Rzeszy. Podczas przeszukiwania archiwów adwokaci natknęli się na ślad polskich niewolników Hitlera i istniała szansa na wytoczenie procesu niemieckim firmom w imieniu Polaków. – Sporo rozmawialiśmy lecąc w obie strony i na miejscu. Szukaliśmy wtedy pomocy rządu Polski – wspomina Mendelsohn. W kilka dni później do Warszawy poszła pierwsza depesza z propozycjami adwokatów.

Rozwiązywanie worka z odszkodowaniami

Być może sprawy nie byłoby, gdyby nie „wysunięte anteny” ambasady RP w Waszyngtonie. Jeszcze na potrzeby rozszerzenia NATO ówczesny ambasador Jerzy Koźmiński stworzył zgrany zespół, którego jednym z głównych celów było monitorowanie wszystkiego, co mogło dotyczyć Polski. Maszyna funkcjonowała przez kilka lat bezbłędnie, wyłapując problemy, ale i możliwości wyłaniające się w Waszyngtonie. – Znaliśmy reguły gry, więc udało nam się wyczuć, że coś się dzieje – przyznaje Koźmiński. Radca Handzlik, który przez lata wyrobił sobie doskonałe kontakty w środowiskach żydowskich, „wyłapał” tzw. sprawę Hugo Princza, która wybuchła w Waszyngtonie w 1995 r.

Chodziło o obywatela amerykańskiego pochodzenia żydowskiego, który zażądał rekompensaty za pobyt w obozie koncentracyjnym.

Polityka 24.2000 (2249) z dnia 10.06.2000; Świat; s. 34
Reklama