Archiwum Polityki

Flamenco z oberkiem

W dniu, w którym w Bilbao miały rozpocząć się polsko-hiszpańskie rozmowy gospodarcze – w pobliskim miasteczku umierał przeszyty czterema kulami Jose Luis Lopez de la Calle, lokalny komentator madryckiego dziennika „El Mundo”. W swoich komentarzach pisał, że ogromna większość Basków chce korzystać z owoców rozwoju Hiszpanii, a tylko drobna grupka terrorystów upiera się przy niepodległości swojej prowincji – i dlatego zginął.

Wobec dramatów Czeczenii czy Kosowa trudno przejąć się żądaniami baskijskich separatystów i ich tajnej organizacji ETA, która ma już na sumieniu 800 ofiar. Ich prowincja ma największą spośród 17 hiszpańskich regionów autonomię. Odprowadzają mniej niż inni podatków do Madrytu, wobec czego mogą oferować większe ulgi podatkowe inwestorom. Komisja Europejska patrzy na to krzywym okiem (tak jak na nasze specjalne strefy ekonomiczne), ale Madryt tłumaczy się względami politycznymi. W publicznym użyciu jest język baskijski, niepodobny do żadnego innego, posługiwać się nim potrafią tylko nieliczni – chodzi więc o demonstrację suwerenności, na co dzień wszyscy mówią po hiszpańsku.

Polityka 24.2000 (2249) z dnia 10.06.2000; Świat; s. 40