Archiwum Polityki

Satyra u psychiatry

W sztetł, niewielkiej mieścinie, wybierano rabina. Grono autorytetów opowiedziało się za kandydatem. Ich zdaniem najodpowiedniejszym. Wtedy poderwał się typek, który nieproszony wcisnął się na obrady.
– Wy go chcecie wybrać – zawołał. – A przecież jego córka się puszcza!
– Jaka córka – rozległy się głosy. – On nie ma żadnej córki.
Typek powiódł wzrokiem po sali:
– Ma córkę czy nie ma córki, co za różnica. Moim obowiązkiem było to powiedzieć.

Polityka 5.2001 (2283) z dnia 03.02.2001; Groński; s. 85