Archiwum Polityki

Kabila umarł, niech żyje Kabila!

Laurent Kabila wolał podzielić się krajem niż władzą. Przez 30 lat walczył z dyktatorem Mobutu, zastąpił go, a po trzech latach rządów pogrążył jeden z największych krajów Czarnego Lądu w jeszcze większym chaosie i zginął od kul własnego ochroniarza. Czy pierwszy w historii czarnoskóry szef amerykańskiej dyplomacji pomoże Kongu stanąć na nogi? Czy Kongo skazane jest na rozbiory?

Zwłoki prezydenta Kabili sprowadzono na uroczystości pogrzebowe samolotem z Zimbabwe. Nie wiadomo jednak, czy umarł już w Marmurowym Pałacu w stolicy Konga Kinszasie, gdzie wybuchła strzelanina, czy podczas lotu do zaprzyjaźnionego Zimbabwe, czy w trakcie operacji. Nie wiadomo, jak doszło do strzelaniny. Czy był to bunt armii coraz bardziej niezadowolonej z rządów Kabili – rebelianci napierają, a rekruci dostają równowartość 50 zł żołdu miesięcznie – czy próba zamachu stanu przygotowana przez któreś z państw skłóconych z jego reżimem?

Polityka 4.2001 (2282) z dnia 27.01.2001; Wydarzenia; s. 16
Reklama