Archiwum Polityki

Czekając na Wodnika

Świat wszedł w nowe milenium hucznie i uroczyście. Wydawać by się mogło, że takiej kalendarzowej okazji nie przepuszczą zwolennicy i propagatorzy ruchu Nowej Ery – orędownicy nowej duchowości, świadomości planetarnej, głębokiej ekologii, krytycy technokracji i ciasnego racjonalizmu. Wielu z nich ożywiło zaćmienie słońca latem 1999 r., teraz jednak pozostali niewzruszeni. Dlaczego? Może dlatego, że Nowa Era mimo oczekiwań wciąż nie nastąpiła, a Ruch postrzegany jest jako jeszcze jedna kolebka niemożliwej do zrealizowania utopii.

New Age (ruch Nowej Ery) swoją nazwę zawdzięcza astrologii, która głosi, że teraz, na przełomie tysiącleci, dobiega kresu astrologiczna era Ryb, rozpoczęta mniej więcej za pierwszych chrześcijan, po niej zaś nadejdzie era Wodnika. Wśród znawców trwają spory co do konkretnych dat. Jedni twierdzą, że początek ery Wodnika mamy już za sobą, inni, że trzeba jeszcze poczekać grubo ponad dwieście lat, jeśli nie więcej. Ustalenia chronologiczne są jednak mniej ważne od treści, które kryje przyjęta nazwa.

Polityka 3.2001 (2281) z dnia 20.01.2001; Kultura; s. 54