Archiwum Polityki

Pierwszy do końca

„Jestem pierwszy”. Tak zatytułował Witold Zaraska swoją autobiograficzną książkę. Pierwszy przełamał państwowy monopol handlu zagranicznego w PRL. Pierwszy sprywatyzował państwową firmę. Pierwszy wszedł na giełdę. Pierwszy miał odwagę powiedzieć: „chcę być nie tylko współwłaścicielem, ale prezesem zarządu i dyrektorem generalnym” – i pierwszy przestanie nim być na własne życzenie. Sam tego chce? Przynajmniej tak mówi dzisiaj, kiedy jego ukochany Exbud przechodzi pod kontrolę szwedzkiego koncernu budowlanego Skanska, a on, zawsze pierwszy, zawsze niezależny, zostanie – a i to nie wiadomo na jak długo – jej najemnym pracownikiem.

Zaraska musiał być pierwszy we wszystkim, co robił. W szkole, w sporcie, w zespole tanecznym. Gdyby los go rzucił nie do budownictwa, a do archeologii albo spadochroniarstwa, kopałby najgłębiej i skakał najszybciej. W książce sam podkpiwa ze swojego niewielkiego wzrostu, który rekompensował sprytem. „Gdyby Bozia dała mi słuch – powie w wywiadzie prasowym – byłbym może wybitnym pianistą, ale dała mi zdolności do biznesu. Stworzyłem Exbud od zera. Jestem kompozytorem i wykonawcą”. Proces komponowania jest wiernie w książce opisany, łącznie z anegdotą, jak w 1977 r. w drodze z eksportowej budowy w NRD do Warszawy Zarasce właśnie w Kielcach zepsuł się Wartburg i tam już utknął. „To niezupełnie było tak” – przyznaje w następnym zdaniu, zdradzając w ten sposób talent do modelowania rzeczywistości, jeśli sama nie układa się jak powinna.

Polityka 23.2000 (2248) z dnia 03.06.2000; Gospodarka; s. 72
Reklama