Archiwum Polityki

Tu cię mamy

W Polsce prowadzi się setki tysięcy rejestrów, ewidencji i spisów: osób, majątku i praw do niego, koncesji i zezwoleń, pojazdów, uprawnień zawodowych, przywilejów i kar nałożonych na obywateli. Zajmują się tym dziesiątki tysięcy pracowników – urzędów, sądów, banków, szkół, parafii, policji oraz tajnych służb. Często – bez sensu. Wiele rejestrów i banków danych powiela się (są na przykład aż trzy banki dawców szpiku). Równie wielu brakuje. Ogromnych zbiorów informacji nie łączy się i nie udostępnia, choćby poprzez Internet. Do wielu archiwów jeszcze w ogóle nie zajrzał komputer. Ojczyzna staje się coraz bardziej demokratyczna, ale obywatelom – wygląda na to – zagraża nowy totalitaryzm: niekontrolowana wszechwiedza różnych instytucji na ich temat. Wszechwiedza, dodajmy, chaotyczna, w której panuje gigantyczny bałagan. Tam gdzie Amerykaninowi czy Norwegowi wystarcza jeden numer, np. ubezpieczenia społecznego, Polak rejestrowy występuje w kilkunastu postaciach. Skoro każdy ma PESEL, to po co mu jeszcze podatkowy NIP? Końca tego numerowania nie widać, podobnie jak i porządkowania systemów rejestrów, z których wiele działa bez podstawy prawnej albo – co gorsza – przekracza ramy prawa. Oto co wie o każdym z nas kartotekowy Wielki Brat.

Podstawy prawnej nie ma istniejący od 20 lat nasz podstawowy narodowy spis: Powszechny System Ewidencji Ludności PESEL. – Na prace nad odrębną ustawą nie mamy czasu – przyznaje dr Ignacy Pardyka, dyrektor Departamentu Rozwoju Informatyki i Systemu Rejestrów Państwowych MSWiA. – W tym roku w ustawie o ewidencji ludności i dowodach osobistych wprowadzimy zapisy, które PESEL zdyscyplinują – obiecuje dyrektor.

Do 31 grudnia 1999 r. numery PESEL nadano 44 966 801 osobom (w tym 53 880 – cudzoziemcom).

Polityka 19.2000 (2244) z dnia 06.05.2000; Raport; s. 3