Archiwum Polityki

Pustynia, która żywi się mgłą

Gdy w połowie XIX w. szwedzki badacz Charles Anderson dotarł na pustynię Namib, napisał: „Trudno by szukać na świecie miejsca bardziej przypominającego piekło. Kiedy po raz pierwszy oczom moim ukazało się to straszne pustkowie, przeszył mnie dreszcz. Niewątpliwie jest to miejsce, które śmierć najchętniej wybrałaby sobie na domostwo”. Wąski pas ziemi, ciągnący się 2 tys. km wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża Afryki, zmieniły w pustynię dwa czynniki: napędzany najgorętszym na świecie słońcem mechanizm stref wysokiego ciśnienia, który zatrzymuje wilgotne powietrze w okolicy równika i lodowaty prąd oceaniczny Beneguela pochodzący z rejonu Antarktyki. Beneguela ochładza ocean obniżając parowanie z powierzchni wody, niezbędne, by spadł deszcz.

Pustynia jest martwa tylko pozornie. Jest nieprzewidywalna. Temperatura skacze tu od 0 do 40 stopni C. Są lata, kiedy nie pada wcale, są takie, kiedy roczne opady przekraczają średnią o 1000 proc. Żyją tu tylko takie rośliny i zwierzęta, które nauczyły się czekać: na wodę, na zmierzch, na chłodniejsze miesiące; które opracowały perfekcyjne strategie uciekania przed gorącem i czerpania wilgoci z wszelkich możliwych i niemożliwych źródeł.

Pustynia Namib żywi się mgłą.

Polityka 51.2000 (2276) z dnia 16.12.2000; Na własne oczy; s. 108