Archiwum Polityki

Kilkaset obiadów

państwu Teodorescu

Opowiada Antoni Słonimski o swojej ucieczce z Rzeczypospolitej opanowywanej przez niemieckie i bolszewickie wojska 17 września 1939: „Wczesnym rankiem wyjechaliśmy ze Stasiem Balińskim dwukonną budą w stronę Zaleszczyk. (...) Jeszcze widać było w złotym pyle porannego słońca dworki i sady tej uroczej ziemi pamiątek. Tak jak w pięknym wierszu Balińskiego: „Pierzchają wszystkie szepty, barwy i uroki. / I noc, jak róża późna, więdnie i przekwita. / – Dosyć snu! Na podwórzu zadudniły kroki. / Ktoś wbiegł szybko i woła: – Czas uciekać! Świta!”

Tej samej doby przez inny most w Kossowie (nie w Zaleszczykach – to błąd historyczny utrwalony później w pamięci narodowej przez propagandę komunistyczną, której pasował widać rym Zaleszczyki – pamieszczyki) ewakuowali się rząd polski, Naczelny Wódz, Skarb Państwa, około 23 tys. żołnierzy i parę tysięcy cywilów, acz ci, rzeczywiście wybierali najczęściej drogę przez Zaleszczyki. Gdzie szukała ta masa ludzka ratunku w najtragiczniejszych chwilach? – W Rumunii.

Dla zagrożonej przez Sowietów i coraz bardziej ciążącej ku Niemcom Rumunii byli to co najmniej kłopotliwi przybysze. Potraktowano ich jednak z całą gościnnością (honory wojskowe, zakwaterowanie, wyżywienie), choć oni nie zawsze zachowywali się lojalnie. Minister Beck zwoływał na przykład rady ministrów, co naruszało status neutralności gospodarzy. W następnych tygodniach i miesiącach internowani żołnierze polscy, co możliwe było tylko dzięki przyzwoleniu miejscowych władz, przez Węgry lub port w Konstancy i Turcję masowo przedostawali się do Francji, gdzie wstępowali w szeregi odradzającego się wojska polskiego.

Polityka 10.2000 (2235) z dnia 04.03.2000; Stomma; s. 98
Reklama