Archiwum Polityki

Będą, a jakby ich nie było

Prezydencka kampania wyborcza coraz bardziej przypomina tuwimowską lokomotywę, która „rusza powoli, jak żółw ociężale”. Każdy pretekst jest dobry: a to, że nie ma jeszcze ordynacji, że do wyborów czasu pozostało bardzo dużo, że jeszcze nawet nie ogłoszono ich terminu. Otóż wbrew pozorom czasu nie pozostało tak wiele.

Zgodnie z uchwaloną przez Sejm ordynacją (czeka jeszcze na Senat i podpis prezydenta) wybory mogą się odbyć najpóźniej 8 października, a więc dokładnie za pół roku. Pół roku przed wyborami 1995 r. (pierwsza tura 5 listopada) sztab Aleksandra Kwaśniewskiego pracował już pełną parą, a na pięć miesięcy przed wyborami w czerwcu na trasę poprzez 150 miejscowości ruszył już jego słynny autobus. Kontrkandydaci obecnego prezydenta muszą zmierzyć się z notowaniami często w granicach błędu statystycznego i z zupełnym brakiem pomysłów na kampanię, jeśli nie liczyć pojedynków na kwity i haki.

Polityka 15.2000 (2240) z dnia 08.04.2000; Kraj; s. 24