Archiwum Polityki

Zupa nic

[dla mało wymagających]

Najlepszy krawiec nie uszyje stroju bez choćby kawałka przyzwoitego materiału. Tymczasem w teatrze, jak widać – można! „Kwartet”, komedia jednego z wziętych dostawców konfekcji scenicznej, Ronalda Harwooda, jest doskonale pusta: nie ma w niej ani jednej myśli godnej uwagi. Żadnej odbiegającej od banału sytuacji dramatycznej, żadnej akcji, żadnego zaskakującego dowcipu. Ba, żadnych pełnokrwistych postaci! Niepodobna uwierzyć, by kogokolwiek olśniła (w lekturze) gadanina emerytowanych śpiewaków operowych, przygotowujących występ dla pensjonariuszy domu opieki, w którym mieszkają; gadanina poświęcona nieomal wyłącznie dwóm tematom: niegdysiejszym tryumfom scenicznym i przeszłym klęskom łóżkowym.

Polityka 15.2000 (2240) z dnia 08.04.2000; Kultura; s. 52