Archiwum Polityki

Salami z Kohla

Przez długie lata wydawało mi się, że znam niemieckie obyczaje i niemiecki sposób myślenia. Była to jednak wiedza pozorna, bo oto okazało się, że Niemcy gotowi są wiele ryzykować, byle tylko zachować w swoich własnych oczach pozorną pozycję prymusów demokracji.

Dzisiaj jest oczywiste, że o rozmaitych finansowych nieuczciwościach kierownictwa CDU wiedziały od lat setki ludzi, ale jakoś nikt nie zwracał na to uwagi. Kiedy Kohl jak rozpędzony czołg szedł przez lata w kierunku zjednoczenia Niemiec oraz ostatecznego pogrzebania Jałty, to w porównaniu z tym przedsięwzięciem świństwa finansowe na dwa miliony marek wydawać się mogły marginalnym problemem. Po tym miało się oczywiście okazać, że ani problem nie jest marginalny, ani nie idzie o dwa miliony. Lecz mnie nie interesuje finansowa strona sprawy, ale jej implikacje obyczajowe. Wszyscy stali się moralistami. Najbardziej medialne społeczeństwo Europy, które codziennie poganiane jest do kolejnego wysiłku przez woźniców z rozmaitych stacji telewizyjnych i radiowych oraz gazet, znowu włożyło na szyję swoje przykurzone Vatermoerdery.

W sprawie Kohla nie idzie wcale o kwestię wdzięczności, bo ona zwykle w polityce nie istnieje. Idzie o to, co Zbigniew Herbert nazwał kiedyś „kwestią smaku”. Żaden francuski czy brytyjski, a nawet – o dziwo! – żaden polski dziennikarz nie robiłby na oczach milionów widzów krwawego salami, jak to się dzieje z Kohlem i niektórymi innymi przywódcami niemieckiej polityki. Prezydent federalny Johannes Rau za to, że przeleciał 100 km samolotem nie tam, gdzie dyktowała delegacja służbowa, natychmiast staje pod pręgierzem opinii publicznej. Ale w gruncie rzeczy nie jest to wcale opinia publiczna, lecz zawodowców od sensacji medialnych, którzy codziennie czują świeże mięso. To mi przypomina słynne powiedzenie Winstona Churchilla o niemieckich nawykach i obyczajach, którego nie przytoczę, bo wstyd mi mówić takie rzeczy w pół wieku po pięknych i godnych uznania doświadczeniach niemieckiej demokracji.

Książę Ernst August Hannowerski uchodzi w opinii niemieckich elit publicznych za faceta kompletnie nieodpowiedzialnego.

Polityka 15.2000 (2240) z dnia 08.04.2000; Kultura; s. 65
Reklama