Archiwum Polityki

Wrota piekieł

To największa płonąca hałda w Europie. Ma prawie 100 m wysokości, rozłożyła się na 30 hektarach i waży 17 mln ton. Nazywa się Skalny, choć kiedyś dzieci – po obejrzeniu „Niekończącej się opowieści” – nazywały górę Morla. Ta Morla nie jest jednak dobra. Nawet domowe kozy, które przecież zjedzą wszystko, nie chcą się paść u jej podnóża. Dymi, smrodzi, kurzy, cuchnie, zieje ogniem – zatruwa wodę, pola, drzewa i ludzi. Leży w środku Łazisk – kilometr od dwupasmówki łączącej Katowice z Ustroniem i Wisłą. Ten przemysłowy śmietnik, symbol degradacji śląskiej ziemi, żyje po swojemu. Kaprysi. Przy wysokim ciśnieniu bierze głęboki wdech, zasysa powietrze, przy niskim wydziela masy tlenku węgla, dwutlenku siarki, tlenku azotu. Te wydechy są przekleństwem dla połowy Śląska.

Tlen potrzebny jest dla piekielnych płuc – hałda w środku płonie. Już metr pod powierzchnią temperatura sięga kilkuset stopni. Po niektórych ulewach bywają noce, kiedy Skalny przypomina gigantyczny cmentarz we Wszystkich Świętych. Z każdej szczeliny wypełzają języczki ognia.

– Gdyby tylko płonęła, to dałoby się jeszcze wytrzymać, ale ona nas truje, zasypuje popiołem i wszystko paskudzi – mówi mieszkaniec górniczych familoków przy ulicy Zwałowej. – Od lat chodzimy z podaniami po wszystkich urzędach, żeby pomogli nam stąd uciec.

Hałdę usypała kopalnia Bolesław Śmiały. W ubiegłym roku obchodziła jubileusz 220 lat istnienia. W zachowanych dokumentach pierwsze wzmianki o hałdzie (fachowo: składowisko odpadów pogórniczych) pochodzą z 1912 r. Stożkowatą górę za kopalnianą wieżą widać na pożółkłej niemieckiej pocztówce, którą pokazuje Jacek Korski, naczelny inżynier, zastępca dyrektora Bolesława Śmiałego. – Chyba zrobiona została przed pierwszą wojną – ocenia.

Jeszcze dzisiaj, choć kopalnia stara się sięgać po najlepsze pokłady, to w każdej wyciągniętej na powierzchnię tonie znajduje się 400–500 kg kamienia. Podczas przeróbki czysty węgiel oddzielany był od kamienia – odpady wędrowały przez prawie wiek, a może i dłużej, na wysypisko. W wyrzucanym kamieniu pozostawały jednak resztki węgla, a wśród nich piryt, związek siarki, który pod wpływem wód deszczowych ulega rozkładowi: – W tym procesie fizyko-chemicznym następuje zagrzewanie się substancji do takiej temperatury, że następuje samozapalenie się pozostałego węgla – fachowo tłumaczy Dariusz Golec z Głównego Instytutu Górnictwa.

Jesień w lipcu

W czterech domach mieszka u podnóża hałdy ponad trzydzieści rodzin: – Kiedy przed laty wprowadzała się tutaj sąsiadka, to przywiozła ze sobą kilkadziesiąt królików – wspomina Andrzej Pochlit, rencista z drugiego familoka.

Polityka 46.2000 (2271) z dnia 11.11.2000; Na własne oczy; s. 108
Reklama