Archiwum Polityki

Szach

W Kosowie, zaraz za granicą macedońską, kontrolowaną tego dnia przez Polaków i Niemców – nowe braterstwo broni? – albańscy chłopcy bawią się w wojnę karabinami skleconymi z patyków. Nie rzucą ziemi, skąd ich ród. Belgrad jest daleko, tu sprawy toczą się po swojemu.

W stolicy, Prisztinie, gdzie także czerwono-czarno od albańskich sztandarów, dzieciaki chodzą po ulicy obwieszone śmieciami wszelkiego rodzaju. Wysmarowały sobie paskudnie buzie, takie ich szkolne zadanie. Ankieta: czy my jesteśmy brudniejsze, czy nasze miasto? Pytają przechodniów: – Skoro te ziemie są nasze – skąd ich brud?

W lokalnych wyborach 28 października kosowscy Albańczycy powinni zająć się – na razie – raczej tą drugą kwestią. Czyli przygotowaniem do zimy (a dla wielu będzie to druga zima pod namiotami), uprzątnięciem ohydnie zapaskudzonych dróg, ulic i przedmieść, samoorganizacją własnych służb cywilnych, także tych porządkowych.

Polityka 44.2000 (2269) z dnia 28.10.2000; Świat; s. 40