Archiwum Polityki

Niedotykalny

Na scenie był taki sam jak w życiu – mówią o zmarłym niedawno Marku Grechucie jego przyjaciele. Zostawił po sobie piosenki, na których kolejne pokolenia będą się uczyć pięknie mówić o najintymniejszych uczuciach.

Marek Grechuta w ostatnich latach życia uciekał od zgiełku i naporu świata. Po latach spędzonych w trasach koncertowych biały dom ukryty w zieleni nieopodal Krakowa stanowił bezpieczny azyl dla niego i jego rodziny. Czas płynął wolniej i łagodniej przy starych filmach, muzyce Nata King Cole’a, Raya Charlesa czy Franka Sinatry. Od czasu do czasu dom rozbrzmiewał muzyką Vivaldiego i Corellego – młodzieńczymi miłościami artysty, który nigdy nie słuchał własnych piosenek.

Polityka 42.2006 (2576) z dnia 21.10.2006; Kultura; s. 72