Archiwum Polityki

Tylko nie kicz

Chciałabym odnieść się do artykułu „Melomolekuły” Edwina Bendyka [POLITYKA 40]. Otóż pan Bendyk trafnie ujął sposób pisania Janusza L. Wiśniewskiego, nazywając książki pisarza melodramatami. Owszem, chcąc nie chcąc muszę się z tym stwierdzeniem zgodzić. Ale nie mogę przystać na kolejne określenie: kicz. Nie są to utwory kiczowate choćby dlatego, że nie przemawiają wyłącznie do gustów niewyrobionych, małowyrafinowanych, do niewymagających czytelników. Tak nie jest. Fakt, iż Wiśniewski używa języka melodramatu, bardzo oddziałuje na emocje, jest sentymentalny, w naturalistyczny wręcz sposób opisuje stany uczuciowe i (nierzadko intymne) zdarzenia – nie jest bynajmniej powodem, by nazywać „S@motność w sieci” czy „Zespoły napięć” kiczem lub, o zgrozo, harlequinem.

Polityka 42.2006 (2576) z dnia 21.10.2006; Listy; s. 122