Archiwum Polityki

Co zostało z karnawału

Było nas dziesięć milionów. Siedzieliśmy po nocach, strajkowaliśmy, czytaliśmy morze drukowanej małymi literkami bibuły, piliśmy czarną herbatę i bimber, paliliśmy strasznie dużo okropnych papierosów, jedliśmy byle co, negocjowaliśmy z władzą, sypialiśmy na podłodze albo na styropianie i zbawialiśmy Polskę, a może nawet świat. Za takimi chwilami tęskni się całe życie. Albo się na nie całe życie czeka.

Miałem 22 lata, kiedy poczułem, że jestem trybikiem wielkiej machiny dziejów. Należałem do grupki dziennikarskich żółtodziobów z Biura Informacji Prasowej NSZZ Solidarność obsługujących najważniejsze zdarzenia pierwszej Solidarności. Siedziałem z Wałęsą w hotelu Solec, kiedy bywał w Warszawie. Jeździłem z nim w wielką turę po Polsce. Obserwowałem dramatyczne nocne rozmowy z rządem i tajne posiedzenia Prezydium Komisji Krajowej. Pracowałem w redakcji pierwszego niezależnego peerelowskiego dziennika – gazety zjazdowej „Głos Wolny” – przez kilkanaście dni powielanej w niemal całej Polsce.

Wydania specjalne Rewolucja Solidarności. Polska od Sierpnia 1980 do Grudnia 1981 (90082) z dnia 08.08.2005; s. 102