Archiwum Polityki

Niech się wali, niech się pali

Jeśli na ekranie pojawia się Schwarzenegger, czyli Terminator, to możemy być pewni, że za chwilę kino zatrzęsie się w posadach, a wszystko, co przed chwilą widzieliśmy w kadrze, zostanie kompletnie zdemolowane. Totalna demolka pojawia się ostatnio w wielu innych filmach. Dlaczego widownia kocha takie kino?

Na ziemię spada bomba atomowa, po niej druga – na ekranie glob, którego atmosferę przeszywają kreski kolejnych głowic, niczym nitki piekielnego krawca cerującego niewidoczną dziurę. Nuklearne rozbłyski jak sztuczne ognie. Taki jest obraz makro. Chwilę później przez kwadrans ogromny dźwig budowlany demoluje pół ulicy i tuzin samochodów w pościgu za innym samochodem. Taki jest obraz mikro. Przed końcem seansu w dziesiątkach eksplozji realizowanych z iście dziecięcą fascynacją zniszczeniem rozleci się jeszcze kilka budynków, dwa helikoptery, niezliczone pojazdy.

Polityka 35.2003 (2416) z dnia 30.08.2003; Kultura; s. 60