Archiwum Polityki

Pieniądz drugiej próby

Dlaczego kurs dolara rośnie, mimo iż amerykańska gospodarka słabnie, a kurs złotówki gwałtownie spadł, choć z naszą gospodarką nic złego się nie dzieje?
JR/Polityka

Na finansowym rynku ciągle straszy. Tylko w minionym tygodniu złoty stracił 40 gr wobec szwajcarskiego franka oraz euro i 50 gr wobec dolara. Na niemal wszystkich najważniejszych giełdach, w tym także warszawskiej, notowania biły kolejne rekordy słabości. Widmo kryzysu, które od miesięcy krąży po świecie, zapukało i do naszych drzwi. Czy jest się o co bać?

Burza przejdzie bokiem – uspokajali eksperci. Ale z prognozami ekonomicznymi bywa jak z prognozą pogody. Zawierucha, która od ponad roku przetacza się nad światowymi finansami, nieoczekiwanie nadciągnęła nad Polskę i inne kraje z naszego regionu. W opanowaniu żywiołu Rada Gabinetowa z prezydentem w roli głównej nam raczej nie pomoże. Ale zdecydowana zapowiedź wprowadzenia euro – już tak.

Do spadków na warszawskiej giełdzie zdążyliśmy się przyzwyczaić. Do tego doszło jednak ostatnie, zaskakujące skalą, załamanie kursu złotego. Jeszcze w wakacje, umacniając się, polska waluta imponowała siłą. Na przełomie lipca i sierpnia za dolara płaciliśmy 2,05 zł (kantory nawet po 1,85 zł), euro kosztowało 3,20 zł, a franki szwajcarskie przebiły psychologiczną barierę, spadając do 1,96 zł.

Po tamtych kursach dziś pozostały już tylko ślady w statystykach – euro i franki zdrożały o ponad 70 gr, a za dolara trzeba płacić o 1,08 zł więcej. Aż połowę tej straty złotówka „wypracowała” w ciągu ostatniego tygodnia. – Tempo spadku wartości polskiej waluty wynikało chwilami z autentycznej paniki – mówi Wojciech Białek, analityk SEB TFI.

Co się dzieje? – To symptomy błyskawicznego odpływu globalnego kapitału. Widać je w ostatnich dniach we wszystkich gospodarkach uznawanych za tzw.

Polityka 44.2008 (2678) z dnia 01.11.2008; Temat tygodnia; s. 16
Reklama