Archiwum Polityki

Trzy twarze premiera

Większość to jest większość – powiedział kilka dni temu Aleksander Kwaśniewski, najwyraźniej zaskoczony szybką ofensywą premiera tuż po referendum europejskim. Leszek Miller udowodnił, że tę większość w Sejmie ma. Ale jakie z tego faktu wyciągnie wnioski?

Może większość Millera nie jest zbyt estetyczna, bo trzeba było skrzykiwać posłów, których wyrzucało się niedawno z własnego klubu za zachowania niegodne, czy uciekinierów z innych frakcji, którzy są na bakier z prawem, ale w demokracji głos wybitnego moralisty ma taką samą wagę jak głos oszusta.

Tak więc Leszek Miller wygrał dużą przewagą – 23 głosów – wotum zaufania dla siebie i swojego rządu, większą niż wygrywał inne głosowania, kierując od kilku miesięcy rządem formalnie mniejszościowym. Do jego sukcesu przyczyniły się: oczywista zwartość własnego ugrupowana, udane negocjacje z grupą posłów niezrzeszonych liczącą obecnie 15 posłów, z których aż 13 (głównie wyrzuceni z SLD i uciekinierzy z Samoobrony) nie miało wątpliwości, jak głosować, oraz nieformalny alians z Samoobroną, której 7 członków nie nacisnęło guzików.

W kuluarach przedstawiciele SLD przyjmowali zakłady, że właśnie ta siódemkaz Samoobrony nie pojawi się na sali sejmowej. Świadczy to, że dobrze wiedzą, na kogo w partii Leppera mogą liczyć. Dość nieoczekiwanie odsiecz przyszła też ze strony PSL. SLD liczył na dwa nieobecne ludowe głosy, niespodziewanie dołączył do nich także były premier Waldemar Pawlak. Jaka była cena tych zdobyczy, nikt nie wie, być może będzie ona płacona w najbliższym czasie w zacisznych kuluarach.

Na moment pewne zamieszanie wprowadził jedynie Wojciech Mojzesowicz, z którym wszystko było ułożone jeszcze przed referendum w rządowej rezydencji przy ul. Parkowej, gdzie członkowie Ludowo-Demokratycznej partii Romana Jagielińskiego i koła Mojzesowicza chętnie fotografowali się z dostojnikami rządowymi. Zdjęcie z dostojnikiem zawsze dobrze jest mieć w kolekcji. Postanowiono utworzenie federacyjnego klubu. Dla SLD powstanie tego klubu warte było posady ministra rolnictwa i wicemarszałka Sejmu, którymi ewentualnie podzielić się mogli Roman Jagieliński i Wojciech Mojzesowicz.

Polityka 25.2003 (2406) z dnia 21.06.2003; Temat tygodnia; s. 20
Reklama