Archiwum Polityki

Wzlot bożej krówki

Jak bawiła się władza? Ta dawna, oczywiście. Jak bawi się władza obecna, mniej więcej wiemy: jesteśmy widzami jej działań rozrywkowych, nagłaśnianych i pokazywanych. Dawna władza miała trudniej: najśmieszniejsze żarty, najdowcipniejsze sformułowania nie wydostawały się poza ściany gabinetów, bawiąc wyłącznie wtajemniczonych. Dopiero teraz, po latach, możemy dokopać się do tych skarbów. Wpadła mi w ręce „Kronika teatrów muzycznych PRL – lipiec 1944–czerwiec 1989” opracowana z wielką starannością i polotem przez Małgorzatą Komorowską. O czym nie wiedziałem: w sprawozdaniu Centralnego Zarządu Teatrów, Oper i Filharmonii (1954 r.) odnotowano z satysfakcją, iż nawet w operetce zwycięża światopogląd materialistyczny. W arii Daniły w „Wesołej wdówce” wyjec nie wyje już: „Usta milczą, dusza śpiewa”. Ryczy, że to nie dusza, lecz serducho śpiewa, bo duszy nie ma, a człowiek pochodzi wiadomo od kogo.

Trochę mnie to zaszokowało. Czytałem jednak dalej „Kalendarium” sporządzone przez panią doktor. No i proszę: w 1951 r. Teatr Muzyczny w Lublinie wystawił „Krainę uśmiechu” Lehara. Poczciwy mieszczański rupieć. Wersję uwspółcześniono, libretto wzbogacono o akcenty ideolo. Księcia Su-Czonga zastąpił poetnik-rewolucjonista. Jego miłosne udręki to kamuflaż: naprawdę chodziło mu o udręki chińskich proletariuszy, przywalonych brzemieniem kapitalizmu o feudalnych korzonkach. Zmiany dotyczyły nie tylko komedyjek i operet. Balet także doczekał się twórczego wkładu specjalistów po kursach komitetowych. W „Panu Twardowskim” Różyckiego szlachciura nie paktuje z piekielnikiem, piekła nie ma (nawet ojczulek Rydzyk mówi dziś tylko o czyśćcu).

Polityka 25.2003 (2406) z dnia 21.06.2003; Groński; s. 101
Reklama