Archiwum Polityki

Pielgrzymka w najwyższym porządku

Grupa składa się z kilkuset osób. Jeżeli zbytnio się rozrasta, szefowa zapisów kieruje do innych. Grupy powinny być podobnej wielkości. Pięciotysięczna Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna podzielona jest na 4 legiony, każdy wędruje nieco inną trasą, żeby nie obciążać tej samej okolicy. Pielgrzymka to także struktura, instytucja z wewnętrznym porządkiem.

Na czele idzie znaczek. Znaczek to jest zarówno samo insygnium (herb grupy na drążku) jak i osoba, która je niesie. W ogóle w pielgrzymkowym słowniku nazwy mają tendencję do rozlewania się z przedmiotów na ludzi.

W pierwszym szeregu za znaczkiem idą: brat tempak, który nadaje tempo marszu, oraz drut, czyli przewodnik. Druty wiedzą wszystko: gdzie posiłek, o której nocleg. Nie należą do grupy, są formacją na szczeblu całej pielgrzymki. Mają własną łączność, krótkofalówki z antenkami (stąd nazwa druty; raz drutem była siostra, więc nazwano ją szprychą), a niektórzy mają słuchaweczki w uszach jak BOR.

Następnie tubowy, z tubą zwróconą do tyłu. Rolę tuby trudno przecenić. Pierwszy raz tub użyto w pielgrzymce paulińskiej, zanim jeszcze zaistniała akademicka. Gdy w 1957 r., po powrocie z internowania, prymas Wyszyński pojechał do Rzymu, przywiózł (jako kardynał w randze ambasadora Watykanu nie podlegał kontroli celnej) siedem nowoczesnych tub z mikrofonami. Wcześniej liczebność grup znacznie utrudniała wspólne modlitwy i śpiewy. Po przybyciu tub przeor podzielił pielgrzymkę na siedem grup. Każda z nich, licząca około tysiąca osób, otrzymała swoją tubę. Stąd popularna wówczas nazwa pielgrzymki – Siódemka. Tuby umocowano rzemieniem na kijach od kosy i tak się je wtedy niosło.

Obok tubowego w pierwszym rzędzie idą bracia i siostry z wózkami dziecięcymi. Przy końcu grupy idzie druga tuba, zwrócona do przodu oraz zwijacze ogona, którzy pilnują maruderów.

Na samym końcu idzie konfesjonał, czyli ksiądz, który spowiada. Spowiedź odbywa się w marszu, spacerkiem. Dobrze jest się wyspowiadać komuś, kogo się choć trochę zna.

Sandałowcy i zamszaki

Wieczorem na postoju, gdy inni już jedzą i odpoczywają, siostry szarytki rozkładają ceratę na ziemi, szykują igły do przekłuwania bąbli, maść, „święte oleje”.

Polityka 31.2003 (2412) z dnia 02.08.2003; Na własne oczy; s. 92
Reklama