Archiwum Polityki

Rząd na emeryturę?

Socjalizm w Europie nie umarł w 1989 r. Żyje we Francji pod postacią zdobyczy socjalnych, których Francuzi gotowi są jak zwykle bronić w strajkach i manifestacjach.

Związkowcy nie chcą reformy emerytalnej, a nauczyciele dodatkowo reformy szkolnej, które rządowi premiera Raffarina wydają się konieczne dla zbilansowania rachunków państwa na przyszłość. Jeśli reforma emerytur się nie powiedzie – sam premier będzie musiał odejść na emeryturę.

Niedawno („Cocorico”, POLITYKA 9) pisaliśmy o francuskiej wyjątkowości w polityce zagranicznej, która przejawiła się między innymi w publicznym obsobaczeniu Warszawy za „politykę iracką”. Na tym nie koniec; wyjątkowość przejawia się i w tym, że Francuzi pielęgnują pewien rodzaj socjalizmu i – jak przypomniał na tych łamach nestor francuskiej publicystyki Jean Daniel – zajmują się tym energiczniej niż inni. Francuską służbę zdrowia i ochronę socjalną można zaliczyć do najlepszych na świecie. Poszczególne grupy zawodowe mają wiele przywilejów, w tym i emerytalnych (część z nich, na przykład dla kolejarzy, pochodzi z czasów kotłów węglowych na kolei), a związkowcy żywo reagowali na każdą próbę ich ograniczenia. Hasłem Francji było: „Toujours plus!” (Ciągle więcej!), taki przynajmniej był tytuł (i diagnoza) bestsellera Francois de Closets sprzed 20 lat. Książka była dokładnym opisem tych przywilejów, w tym i korzyści niepieniężnych, poszczególnych zawodów i instytucji: od robotników niewykwalifikowanych po inżynierów w przemyśle kosmicznym, od notariuszy po bankierów i rolników. Wszyscy żądali „ciągle więcej”. Dziś, w dobie dekoniunktury, nie ma już „ciągle więcej”, ale choćby „niczego nie oddamy”.

A przy tym, co nadzwyczajne, gospodarka francuska – w ostatnich latach – wcale nie kulała pod ciężarem obciążeń socjalnych.

Polityka 23.2003 (2404) z dnia 07.06.2003; Świat; s. 60
Reklama