Archiwum Polityki

To się tak nie skończy

No i stało się. Musiało. Bomba w kuchni Griszy walnęła tak, że od wybuchu ogłuchła jego czternastoletnia córka Lena. Kiedy kamień z przywiązaną bombą wleciał przez szybę, była najbliżej – w przedpokoju. Artiom – szef Griszy – już sprawdza na mieście, czyja to robota. Ludzie na rynku zaczęli się bać. Będzie wojna jak nic. Na ostro. Za duży tam szmal. Za duża bieda dookoła.

Wieczór. Już po handlu. Robercik, Kapeć, Rzeźnik i Jebnięty Jacuś siedzą w pijalce piwa na Ceglanej. Trzeba rozkminić parę spraw. Kapeć mówi, że pod okrąglakiem na Łagiewnickiej stoją Audi, Omega, Passat i sportowy Merol – wózki Hajki, Artioma, Lowy i obu Arsenów – Armeńców, którzy rządzą na Rynku Bałuckim handlem lewym towarem – alkoholem, fajkami, kompaktami. Pewnie się naradzają, co z tą bombą w kuchni Griszy zrobić.

Robercikowi coraz częściej po głowie chodzi, żeby się z biznesu z Armeńcami wycofać.

Polityka 28.2003 (2409) z dnia 12.07.2003; Na własne oczy; s. 92